Dzisiaj przyszły takie czasy, kiedy szukamy, chyba bardziej niż wcześniej, wzorców, osobowości niezwykłych blisko nas. Czujemy niedosyt tego konsumpcyjnego życia. Chcemy czegoś więcej, chcemy bohaterów! Ale nie książkowych, filmowych, wyidealizowanych, bohaterów z krwi i kości!
I cóż się okazuje? Są, żyją lub żyli obok nas.
Jednym z nich jest pan Józef Jacak mieszkaniec wsi Klęczany, gmina Chełmiec, powiat nowosądecki.
Pan Józef urodził się 2 listopada 1902 roku w przysiółku „Piżęcka” we wsi Klęczany.
Był synem Marii i Jana, pochodził z chłopskiej rodziny. W 1928 roku poślubił Stefanię z Golińskich, wychowali wspólnie dwoje dzieci syna Władysława i córkę Weronikę.
To właśnie pani Weronika zgodziła się opowiedzieć nam o wojennych losach swego ojca.
Pan Józef zmarł bowiem 6 czerwca 1986 r., w tym samym roku miesiąc wcześniej odeszła jego żona.
Według relacji pani Weroniki wybuch wojny zastał pana Józefa w rodzinnym domu w Klęczanach. Szybko jednak został zmobilizowany. Służył w wojskach pancernych.
Jego „przygoda” wojenna zakończyła się już pod koniec września 1939 roku. Wtedy to dostał się do niewoli radzieckiej. Jak większość polskich żołnierzy został wywieziony w głąb Związku Radzieckiego. Przebywał w obozie jenieckim. Niestety córka pana Józefa nie pamięta w jakiej miejscowości przebywał wtedy ojciec. Nie zachowały się bowiem żadne listy ani dokumenty z tego okresu, a opowieści snute przez tatę zatarł czas. Pamięta tylko, że często pan Józef wracał wspomnieniami do czasu, gdy w tym właśnie okresie znalazł się w szpitalu. Rosjan, których tam spotkał, wspominał z życzliwością, a sam pobyt w szpitalu, jako ten najlepszy okres niewoli.
Za udział w walkach obronnych września 1939 roku pan Józef został odznaczony.
W niewoli radzieckiej dowiedział się o formowaniu się armii pod dowództwem gen. Andersa.
Znalazł się w jej szeregach jesienią 1941 roku i przeszedł z nią cały szlak bojowy od wyprowadzenia do Iranu w 1942 r. poprzez bitwę pod Monte Cassino, aż do przybycia do Anglii.
Szczególnie w pamięci pozostały mu, przekazane w opowieściach rodzinie, wydarzenia spod Monte Cassino. Wspomnienia te można by podzielić na dwie części. Z jednej strony to obraz ciężkich walk, śmierci przyjaciół np. kolegi pochodzącego z sąsiedniej wsi Krasne Potockie, ogromnej tęsknoty za pozostawioną w domu żoną i dziećmi, a z drugiej, co podkreśla wiele osób, które miały okazję słuchać wspomnień pana Jacaka, to także czas małych radości, żartów, psot i figli czynionych razem z kolegami, bo przecież to także czas jego młodości.
Im był starszy, tym chętniej i barwniej opowiadał o swych wojennych losach. Jak wspomina pani Weronika, jego córka: „Opowiadał, jak już zaczął to mu szło jak z nut, chętnie go słuchali przyjaciele, a później wnuki.”
Na pytanie: „Jak to było mieć bohatera w rodzinie”? Odpowiada: „Dzisiaj może by to było inaczej, bo jest większe zainteresowanie historią, ale dawniej to po prostu był kombatantem. Dzisiaj można by było nagrać jego opowieści.”
A te przepadły bezpowrotnie, odeszli już ci, którzy słuchali „uważniej”, czas zatarł słowa ojca w pamięci mającej dziś już 83 lata pani Weroniki. I pozostały tylko odznaczenia: za udział w Kampanii wrześniowej i ten najcenniejszy Krzyż Virtuti Militari II stopnia, który pan Józef Jacak przekazał jako votum Matce Boskiej Chomranickiej i który znajduje się w kościele w Chomranicach.
Pan Józef wrócił z Anglii do rodzinnych Klęczan po zakończeniu wojny w 1945 roku. Pracował na roli, przywoził bryczką księdza z Chomranic do Klęczan na lekcje religii. Wychowywał dzieci, a później wnuki. Pamiątki z czasów wojny rodzina pana Jacaka przekazała do muzeum w Marcinkowicach. Niestety uległy one zniszczeniu prawdopodobnie podczas zalania tego obiektu kilka lat temu.


Artykuł powstał w oparciu o materiały zebrane przez grupę projektową z Gimnazjum im. Św. Jana Pawła II w  Chomranicach. Wywiadu uczniowi Karolowi Kuźmie udzieliła córka pana Józefa Jacaka, dziś 83 letnia pani Weronika, której bardzo dziękujemy za opowieść.


Inne artykuły