Sądeczanka, która przeżyła piekło Konzentrationslager Ravensbrück - niemieckiego obozu koncentracyjnego dla kobiet, położonego w wiosce Ravensbrück w Brandenburgii.

 

Maria była najmłodszym, dwunastym dzieckiem Jana i Katarzyny. Wychowała się w Biegonicach, obecnie południowo – zachodniej dzielnicy Nowego Sącza, nad rzeką Poprad, oddzielającą Sącz Nowy od Starego. Ciekawostką jest, że  od 1786 roku  Biegonice były kolonią niemiecką (Laufendorf), w ramach zaplanowanej akcji osadniczej zwanej Kolonizacją józefińską (od imienia jej gorącego zwolennika cesarza Józefa II). Dorastała więc w zróżnicowanej kulturowo atmosferze i dobrosąsiedzkich stosunkach.

W dorosłość Maria wkroczyła jako absolwentka Seminarium Nauczycielskiego w Starym Sączu u Sióstr Klarysek. Wybuch II Wojny Światowej zastał ją w rodzinnych Biegonicach. Od początku włączyła się w pracę w ruchu konspiracyjnym, wspomagając swego narzeczonego por. Stanisława Pajora oraz organizowaną przez niego grupę. Po kilku miesiącach działalności por. Pajor oraz kilku ludzi z jego oddziału zostało otoczonych przez Niemców w budynku przy ulicy Biegonickiej 1. Uciec udało się należącemu do tej grupy księdzu Stefanowi Zalesińskiemu z położonej naprzeciwko biegonickiej parafii, który został w porę ostrzeżony[1]

Józef, narzeczony Marii, trafił do sądeckiego więzienia gestapo. Zdając sobie sprawę, że czeka go śmierć, wysłał do Marii pożegnalny list miłosny wraz z dedykowanym jej wierszem. Niestety zaufany kurier okazał się podwójnym agentem. Marię Banach aresztowano na początku stycznia 1940 roku za współpracę z działającymi w konspiracji, a Józef Pajor został rozstrzelany 27 VI 1940 roku w Trzetrzewinie, przy drodze Nowy Sącz – Limanowa.

Maria początkowo przebywała w więzieniu w Nowym Sączu, następnie została przewieziona do Tarnowa. Przebywała tam do września 1940 roku jako więźniarka polityczna. Głód i fatalne warunki sanitarne były wyjątkowo doskwierające. Raz w miesiącu mama Marii, Katarzyna, mogła zawozić córce pieczone w domu chlebowe suchary i świeżą bieliznę. Odbierała brudne, podarte, zawszone ubrania.

12 IX 1940 roku Maria Banach wyruszyła w ramach Sondertransport Tarnów do obozu koncentracyjnego w Ravensbrück.

 Obóz w Ravensbrück został założony w listopadzie 1938 roku z rozkazu Heinricha Himmlera. Szybko stał się największym niemieckim obozem koncentracyjnym dla kobiet. Więzione Polki to przede wszystkim tzw. „polityczne”, związane z ruchem oporu wobec okupanta, walczące w Armii Krajowej, w Powstaniu Warszawskim. Łącznie przez obóz przeszło około 40 tysięcy Polek, a przeżyło około 8 tysięcy. Polki były najliczniejszą grupą narodowościową w Ravensbrück. W sumie obóz pochłonął prawie 100 tysięcy istnień ludzkich. Więźniarki ginęły w masowych egzekucjach, rozstrzeliwane i wieszane, umierały z głodu, wycieńczenia, zimna i chorób. Przeprowadzano na nich okrutne eksperymenty pseudomedyczne, uśmiercano w komorach gazowych.

Dla oznaczonej numerem 4560-829 Marii Banach, szczególnie trudne były pierwsze miesiące rzeczywistości obozowej. Wyjątkowo ciężka była praca na zewnątrz, a dokładnie wszelkiego rodzaju roboty ziemne, gdzie podstawowymi narzędziami była łopata i taczki.

Prace ziemne i rozładunkowe zbierały wyjątkowo śmiertelne żniwo wśród więźniarek. Budowa dróg i nasypów, zasypywanie części lokalnego jeziora piaskiem, wyrównywanie poziomu ziemi pochłaniało ogrom czasu i energii. Podobnie jak kolejna najczęściej wykonywana praca fizyczna – transport materiałów budowlanych i grzewczych, jak brykiet, koks, drzewo oraz przewóz i przeładunek żywności. Używano wózków i ważących 15 kilogramów taczek Prace dorywcze to najczęściej rąbanie drzewa i odgarnianie śniegu, przez cały dzień, w temperaturze nawet do 30 stopni mrozu. Z czasem, w miejscu „pustyni z kilkunastoma barakami”, powstało miasto na około 50 tysięcy ludzi otoczone kolonią domów SS-manów.

Trochę lepsze warunki panowały w następnym miejscu pracy Marii – szwalni. Udało się jej tam dostać w naborze, dzięki koleżance współwięźniarce Józefie Kalisz-Marczyk, również pochodzącej z Nowego Sącza. Józefę gestapo aresztowało wiosną 1940 roku. Powodem było ostrzeżenie w liście przebywającego na Węgrzech brata Władysława, kaprala Wojska Polskiego, przed powrotem do Polski. Przeszła tę samą drogę do niemieckiego obozu co Maria Banach: więzienia w Sączu i Tarnowie, a potem wspólny transport 12 IX 1940 roku do Ravensbrück. Była tam ofiarą eksperymentów pseudomedycznych. Józefa Kalisz-Marczyk po wojnie wróciła do Polski i bardzo niechętnie nawiązywała do tamtych tragicznych wspomnień.

W szwalni numer 1 więźniarki wykonywały przy maszynach mundury dla niemieckiej armii. Bez odpowiedniej wentylacji w bardzo wysokiej temperaturze i przy szaleńczym tempie prac przerywanym jedynie biciem do krwi za najmniejszą pomyłkę. Kobiety były katowane za drobne usterki, objawy senności podczas nocnych zmian czy złe obchodzenie się z maszynami. Ta praca była dla Marii i tak mniej wyniszczająca niż wcześniejsza, pod gołym niebem. W szwalni numer 2 pruto zniszczone i pokrwawione mundury żołnierskie przywiezione z frontu. W szwalni numer 3 szyto dla innych obozów koncentracyjnych. Pracowała także kuśniernia, tkalnia oraz zakład reparacyjny.

Dwa razy udało się Marii cudem ocaleć. Ciężko chora leżąc w sali szpitalnej, dowiedziała się, że następnego dnia zostanie przeprowadzona selekcja i niezdolne do pracy trafią do komory gazowej. Udało się jej przekonać selekcjonujących, że czuje się lepiej i może pracować. Wszystkie pozostałe, chore więźniarki trafiły do gazu.

– Polki były harde w obozie – słowa Marii Banach, swojej cioci, wspomina Józefa Kurzeja. – Pisały wiersze, organizowały wykłady, chociaż nie było wolno. Na apelach stały zawsze z podniesioną głową, jeżeli tylko siły i zdrowie pozwalały.

Założyły w obozie organizację harcerską, do której Maria należała. W jej ramach pomagała potrzebującym, chorym i tym, którzy nie otrzymywali paczek od rodzin. Harcerki były podzielone na oddziały, organizowały uroczystości i skromne święta, a także szeroko zakrojoną pracę kulturalno-oświatową. Na początku kwietnia 1945 roku do drużyny należały 102 kobiety.

Maria utrzymywała kontakt z domem rodzinnym pisząc listy do rodziców. Część z nich była pisana w języku polskim, część w niemieckim, podobnie jak odpowiedzi wysyłane do niej z Polski. Listy z Niemiec często przychodziły niekompletne, część treści była wycięta lub zamazana. Obowiązywała obozowa cenzura. Raz w miesiącu można było wysłać do obozu paczkę, czasem także pieniądze. W listach Maria dziękuje za wiadomości i przesyłki, a przede wszystkim pyta o zdrowie bliskich, o nowiny w rodzinie, poleca bliskich Bogu w opiece i zapewnia, aby nie przejmowali się zbytnio jej losem. Daje sobie radę.

Pod koniec pobytu w Ravensbrück zachorowała na tyfus. 25 IV 1945 roku, po 1751 niewoli niemieckiej, razem z ponad 7 tysiącami więźniarek, w tym wieloma Polkami, została uwolniona i wywieziona do Szwecji. Uratowała się dzięki interwencji Międzynarodowego, Szwedzkiego i Duńskiego Czerwonego Krzyża. Trafiła do polskich zakonnic na południu Szwecji. Wtedy właśnie, tuż po opuszczeniu obozu, wiele więźniarek zmarło, ich wyniszczone organizmy nie były w stanie przyjmować więcej pokarmu niż minimalne ilości, do których zostały przyzwyczajone w obozie.

Maria Banach postanowiła zostać na stałe w Skandynawii, zapisała się na kursy języka szwedzkiego i pielęgniarstwa. Była pielęgniarką w Domu Opieki dla starszych. Następnie przeniosła się do Sztokholmu, gdzie wiele lat pracowała w urzędzie pocztowym. Wyszła za mąż za Szweda Gunara Perssona, z którym zamieszkała po ślubie w miejscowości Gnesta, 70 kilometrów od Sztokholmu. Wspólnie prowadzili sklep wysyłkowy.

Na czas emerytury postanowili przeprowadzić się do Halmstad, na ciepłe południe Szwecji, nad Bałtyk. Tam wybudowali dom oraz odkupili kaplicę, aby zaadaptować ją w celu krzewienia religii rzymskokatolickiej w protestanckiej Szwecji. Z czasem raz w miesiącu organizowano w niej mszę w języku polskim, a w pozostałe niedziele w języku szwedzkim. Maria bardzo zaangażowała się w pracę w radzie parafialnej. Organizowała uroczystości religijne i prowadziła katechezy. Pracowała na rzecz lokalnej Polonii. Przygotowywała spotkania, doglądała działania misyjne i kiermasze adwentowe. Wspierała rodzinę w Polsce, chętnie zapraszała ją do siebie.

22 I 1986 roku została wyróżniona medalem i dyplomem Jana Pawła II, a także repliką róży jasnogórskiej, jaka znajduje się w Sanktuarium przy obrazie Matki Boskiej Częstochowskiej.

Maria Banach bardzo niechętnie wracała do wspomnień z obozu, więzień w Tarnowie i Nowym Sączu, a także dramatycznych wydarzeń, które poprzedziły jej aresztowanie. Nie chciała opowiadać o liście miłosnym, od którego zaczęła się jej niewola, i który zmienił jej życie. Nie uczestniczyła w wystawach o obozie, odczytach czy uroczystościach. Temat Konzentrationslager Ravensbrück wywoływał u niej fizyczny ból i skurcze żołądka. Podobnie jak widok czerwonych szałwii. Wokół obozu rosły ich ogromne ilości, w równych, zadbanych rabatach. Te kwiaty już zawsze powodowały u Marii nieodparty stres i lęk o przeżycie, jak wtedy, przez prawie pięć lat w piekle Ravensbrück.

Maria Banach zmarła w wieku 93 lat w Halmstad. W 2016 roku odeszła jej obozowa koleżanka i towarzyszka niedoli, Józefa Kalisz-Marczyk.

 

Bibliografia:

Helm S., Bażyńska-Chojnacka K., Chojnacki P., i Prószyński Media, Kobiety z Ravensbrück: życie i śmierć w hitlerowskim obozie koncentracyjnym dla kobiet, Prószyński i S-ka, Warszawa 2017.

Kiedrzyńska W., Ravensbrück: kobiecy obóz koncentracyjny, Książka i Wiedza 1965.

Lorek M., i Gniady S., Sądeczanki – więźniarki Ravensbrück, [w:] Almanach Sądecki, 2014, R.23, nr 1-2 (86-87), http://sbc.nowysacz.pl/dlibra/docmetadata?id=1589&from=pubstats.

Montse Armengou, Ricard Belis, M. Josep Tubella, Kobiety z Ravensbrück, Hiszpania 2005, https://www.youtube.com/watch?v=ZILyIqfYTB4&t=848s.

Polskie Radio, Ravensbrück - hitlerowskie piekło kobiet, http://polskieradio.pl/art156_1430352,

O tym nie można zapomnieć, IPN 2012, http://www.cen.gda.pl/wp-content/uploads/2014/05/O-tym-nie-mozna-zapomniec-Ravensbruck-2011.pdf.

70. rocznica wyzwolenia obozu Ravensbrück - „O tym nie można zapomnieć...”, IPNtvPL, https://www.youtube.com/watch?time_continue=197&v=RvxcZSOmElg.

Na podstawie wywiadu przeprowadzenego z Józefą Kurzeją - bratanicą Marii Banach - przez Grzegorza Kurka i grupę młodzieży realizującą projekt „Ślady bohaterów” w dniu 23.09.2017,

Życiorysy więźniarek obozu Ravensbruck, , http://jtajchert.w.interiowo.pl/zyciorysyII.htm

 

 


 

 

 



[1] Na podstawie wywiadu przeprowadzenego z Józefą Kurzeją - bratanicą Marii Banach - przez Grzegorza Kurka i grupę młodzieży realizującą projekt „Ślady bohaterów” w dniu 23.09.2017

Maria Banach (05 XII 1916 – 14 I 2010) Czerwone szałwie w Ravensbrück


Inne artykuły

zdj bohaterzy2

Projekt

„Śladem sądeckich społeczników

w drodze do niepodległej"

dofinansowany jest ze środków

Programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich”

 

 FIO logo

 

Projekt organizowany przez
Fundację Centrum Edukacji Mobilnej

logo Fundacja Centrum Edukacji Mobilnej

  

Projekt "Ślady bohaterów"

dofinansowano ze środków

Muzeum Historii Polski w Warszawie

w ramach Programu „Patriotyzm Jutra”
 

czarny kwadrat oficjalny pomn

 

PJ RGB pomn