Początki

Jan Brzeski urodził się w Rytrze 10 stycznia 1923 roku. Jego dziadek walczył w Powstaniu Styczniowym, tato był założycielem i prezesem ryterskiego Towarzystwa Strzeleckiego. Jan skończył siedmioklasową szkołę podstawową.

Gdy wybuchła II Wojna Światowa szesnastoletni chłopak był już od lat członkiem drużyny harcerskiej w ramach Związku Harcerstwa Polskiego. Jego pierwsze zadanie to obserwacja samolotów wroga pojawiających się nad Rytrem. Szybko otrzymał rozkaz ewakuacji do Lwowa, lecz po drodze napotkano patrol niemiecki w wyniku czego powrócił pieszo do Rytra, pokonując 160 km.

Z inspiracji starszego brata Wincentego postanowił wraz z nim dostać się na Zachód, aby dołączyć do organizowanej przez generała Sikorskiego polskiej armii we Francji. W lutym 1940 roku, przy mrozie zatykającym dech w piersiach, przez zaśnieżony Beskid Sądecki i Słowację, dotarli piechotą na Węgry. Tam Jan i Wincenty Brzescy trafili pod opiekę Czerwonego Krzyża. Następnym przystankiem była Jugosławia. Ze Splitu polski statek zabrał braci Brzeskich wraz z kilkudziesięcioma innymi rodakami do Marsylii.

Gromki śpiew „Marsylianki podczas cumowania okrętu, spotkanie z wojskowymi przedstawicielami sprzymierzeńca, osiągnięcie wymarzonego celu po tylu trudach… I świadomość, że daleko od nas pozostała Ojczyzna, w której szalał hitlerowski terror… To były wydarzenia nie do opisania i pozostały w pamięci na całe życie[1].

Jan Brzeski

W obozie Marseille-Carpiague otrzymał legitymację numer 1414 i został przydzielony do 9 pułku Zmotoryzowanego ciężkich karabinów maszynowych C.K.M.

 

Droga do pancerniaków

W maju 1940 roku ruszył front niemiecki szybko łamiąc francuski opór.

 Mnie, najmłodszemu, dali pod opiekę sztandar pułkowy. Jakiś czas pilnowałem go bardzo, ale w pewnym momencie, kiedy trzeba było szybko opuścić kwaterę, zostawiłem go za krokwią francuskiej chaty, gdzie nocowaliśmy. Może do dziś tkwi tam niezauważony[2].

Jan Brzeski

 Wraz z oddziałem ewakuował się przez kanał La Manche do Liverpoolu. Przez Londyn trafił do obozu wojskowego w Szkocji, gdzie spotkał brata Wincentego. Aby móc walczyć z nim ramię w ramię, poprosił o przeniesienie do 14 Pułku Ułanów Jazłowieckich.

Następne półtora roku, aż do połowy 1942, spędził we wschodniej Szkocji, w portowym Dundee nad Morzem Północnym. Tam polscy żołnierze zajmowali się fortyfikowaniem nadbrzeża, budową bunkrów i patrolowaniem wybrzeża. Brzeski szkolił się w ramach obsługi pojazdów mechanicznych.

Marzeniem dowódcy 10 Brygady generała Maczka było stworzenie liczącej się na ówczesnym polu walki jednostki bojowej, jaką mogła być tylko dywizja pancerna. Dlatego nieliczny sprzęt, jaki posiadaliśmy w Dundee, był po prostu zajeżdżany dniem i nocą. W lutym 1942 roku nadszedł do generała Maczka rozkaz Wodza Naczelnego brzmiący „Mianuję Pana dowódcą 10 Dywizji Pancernej”. Zapanował wśród nas nieprawdopodobny entuzjazm[3].

 Jan Brzeski

Długo na swoje zadanie czekała dywizja generała Maczka. Tę olbrzymią pięść pancerną należało uzbroić. I ludzi wyszkolić. Tradycji pancernej z Polski, poza dzielnym działaniem gen. Maczka, mieliśmy niewiele. Ale że broń pancerna na całym świecie zajmuje miejsce kawalerii, więc i tu kadrę stworzono z ‘kobylarzy”. Piechota kpiła, że „konie zostawili w Polsce, a do Anglii same tylko żłoby zjechały” [4].

Melchior Wańkowicz

14 Pułk Ułanów został włączony do dywizji pancernej. Pierwsze poważne szkolenia na stanowiska przyszłych kierowców i mechaników odbywały się na samochodach oraz czołgach starego typu Covenanter. Z czasem dostarczono czołgi nowszego typu, Crusadery. Lekkie i zwrotne, odpowiednie do szybkich manewrów w terenie. Na poligonach południowej Anglii Polacy ćwiczyli z Anglikami, Kanadyjczykami i Francuzami. Współdziałanie z różnymi jednostkami zwiększało ich sprawność bojową. Po szkoleniach przyszła dostawa nowych czołgów – amerykańskich Shermanów. Jan Brzeski wspomina, że najcięższą pracą było wtedy czyszczenie wszystkich elementów czołgu z grubej warstwy lakieru ochronnego użytego z powodu transportu morskiego. Jan dostał przydział do szwadronu czołgów jako kierowca. Załoga czołgu typu Sherman składała się z pięciu osób: dowódcy, strzelca wieżowego, dwóch kierowców i radiooperatora, będącego zarazem amunicyjnym.

D-Day i Bitwa pod Falaise

6 czerwca ruszyła inwazja, zwana Operacją Overlord. Polska Dywizja Pancerna była wyznaczona do drugiego rzutu.

 Chęć spotkania wroga, by dokończyć z nim porachunki z września 1939 roku, była nieodparta. Byliśmy całkowicie przygotowani pod względem wyposażenia i uzbrojenia. […]

Niezliczone ilości statków płynących w odpowiednim szyku i uwijające się wokół konwoju wojenne okręty pilnujące naszego bezpieczeństwa tworzyły malowniczy obraz pełen wojennej grozy. Do brzegów Normandii dotarliśmy szczęśliwie 3 lub 4 lipca 1944 roku[5].

Jan Brzeski

885 oficerów, 15210 podoficerów i żołnierzy, 381 czołgów, 473 działa i 5060 pojazdów mechanicznych różnego przeznaczenia Dywizji weszło w skład 2 Korpusu Kanadyjskiego.

5 sierpnia Korpus ten otrzymał zadanie uderzenia na tyły 7 Armii Niemieckiej.

Uderzenie nasze wyszło przy ogromnym wsparciu brytyjskiego lotnictwa i masy artylerii. Rozszalało się piekło na ziemi[6].

Jan Brzeski

 „Generał Simmonds telegrafuje do generała Maczka: „Stójcie, gdzie stoicie. Później ruszycie”. Maczek oddepeszowuje: „Już jest później – ruszamy.”

2 pułk ruszył…. Generał Maczek runął wprost przez linie niemieckie, z zapalonymi latarniami, nie dbając już zupełnie o maskowanie swego ruchu… Niemcy uciekający w piżamach niejednokrotnie proszą nasze czołgi, by ich podebrali, biorąc je za czołgi własne… Zamęt nieopisany.

Dziewiętnastego sierpnia rozpoczyna się pełen odwrót Niemców. 2 Pułk Pancerny robi „Psie Pole”, stojąc na fałdzie terenu grzmi w dolinę… Nasze pociski prują Niemców na całej przestrzeni.

Melchior Wańkowicz

Walki były ciężkie i uporczywe, 20 sierpnia zakończyły się sukcesem. Jak określił generał Montgomery „Niemcy byli jakby w butelce, a polska dywizja była korkiem, którym ich w niej zamknęliśmy.”  W polskiej historiografii bój ten znany jest jako Bitwa pod Falaise, a szczególnie została zapamiętana krwawa walka o wzgórze 262, Mont Ormel, zwane „Maczugą”. „Spośród bitew w Normandii żadne inne pobojowisko nie przedstawiało takiego obrazu piekła, zniszczenia i śmierci jak to, które rozciąga się na północ od Chambois”, relacjonowały brytyjskie media. „Polskie pobojowisko”, mówili Anglicy. „Psie pole”, nawiązywali do historii swej Polacy. Aby po bitwie dotrzeć do Falaise drogę torować musiały olbrzymie buldożery usuwając wraki niemieckich Tygrysów, Panter, Ferdynandów oraz Shermanów i Cromwelli.

„Pierwszeństwo dla Polaków”

Po Bitwie pod Falaise 1 Dywizja Pancerna jako samodzielna kolumna rozpoczęła pościg za oddziałami niemieckimi. W ciągu 9 dni pokonała odległość 400 km, staczając liczne walki z cofającym się nieprzyjacielem i opanowując kolejne miasta. „Na wszystkich skrzyżowaniach naszego szlaku bojowego widniały napisy „Pierwszeństwo dla Polaków”, wspominał Brzeski, który brał udział między innymi w wyzwalaniu Bredy.

 Tam stracił czołg po wjechaniu w dół wyłożony minami przeciwczołgowymi. Załoga nie odniosła jednak poważniejszych obrażeń.

W pierwszym momencie poczuliśmy okropny huk i wstrząs. Zostaliśmy ochlapani czymś gorącym. To był olej ze skrzyni biegów, która oddzielała strzelca przedniego od kierowcy, a została uszkodzona. Wybuch był tak silny, że śruby trzymające siedzenie strzelca zostały wyrwane i kolega wraz z siedzeniem znalazł się po mojej stronie, a raczej na mnie. Mieliśmy dużo szczęścia. Byliśmy solidnie poobijani, ale nikt nie zginął. Ja miałem odbite stopy u obydwu nóg i dłuższy czas odczuwałem silny ból”[7].

Sporo czasu spędził wśród lokalnej ludności holenderskiej. We wspomnieniach podkreśla głód, który mocno dawał się Holendrom we znaki, a przede wszystkim ogromną serdeczność i pomoc z jaką spotykali się tam Polacy. Rada Miasta przyznała honorowe obywatelstwo całej Dywizji na czele z generałem Maczkiem.

Gdy Dywizja wkroczyła do Bredy mieszkańców ogarnął szał radości. Wszystkie domy były udekorowane polskimi flagami, a często na domach widniał napis w języku polskim „Dziękujemy Wam Polacy”[8].

Wiosną 1945 roku Dywizja ruszyła ku przeprawie na Renie. Jan Brzeski osłaniał piechotę i saperów, którzy budowali przeprawy dla oddziałów podążających w kierunku miasta portowego Wilhelmshaven. 1 Polska Dywizja Pancerna wraz z 3 Kanadyjską Dywizją Piechoty oraz 4 Kanadyjską Dywizją Pancerną otrzymała zadanie zdobycia tej bazy niemieckiej marynarki wojennej. Walki były bardzo ciężkie, trwały kilkanaście dni. Natarcie przebiegało w trudnym terenie z licznymi depresjami, kanałami, rzekami i zalewami. Przygotowania do ostatecznego szturmu na zewnętrzny pierścień umocnień miasta przerwała wiadomość o upadku Berlina. Obrona Wilhelmshaven poddała się, a kapitulację twierdzy przyjął pułkownik Grudziński. Do niewoli wzięto 2 admirałów, 1 generała, 1900 oficerów i 32000 żołnierzy. Zdobyto 3 krążowniki, 18 okrętów podwodnych, 205 innych jednostek, 94 działa forteczne, 159 dział polowych, 560 ciężkich karabinów maszynowych, 40 000 karabinów, 280 000 pocisków artyleryjskich, 64 miliony sztuk amunicji strzeleckiej, składy min i torped oraz zapasy żywności dla 50 tysięcy ludzi na 3 miesiące.

Służba po wojnie

Po zakończeniu działań wojennych Jan Brzeski został wraz ze swym plutonem oddelegowany do miejscowości niedaleko Oldenburga, aby pełnić służbę wartowniczą i patrolową na terenach okupowanych w strefie angielskiej. Następnie został przeniesiony do Essen. Tam jego pluton zdawał sprzęto bojowy, zajmował się wewnętrzną służbą w bazie, zaopatrzeniem, dowozem żywności i służbą patrolową. Kolejnym przystankiem był Hanower i służba wartownicza w obozie jenieckim dla oficerów niemieckich wziętych do niewoli.

Powrót do Polski

W 1947 roku wraz z bratem Witoldem Jan Brzeski podjął decyzję o powrocie do Polski. W liście zachęcał ich do tego tato. Z perspektywy czasu Jan nie oceniał jednak tej decyzji pozytywnie.

To był błąd. Ojciec nie zauważał sytuacji politycznej w kraju, nie zdawał sobie sprawy, jakie konsekwencje z tego wynikną i jak będziemy traktowani przez komunistyczny reżim. […]

Dojeżdżając do stacji kolejowej w Rytrze wyglądaliśmy z Wincentym przez otwarte drzwi wagonu towarowego. Przed domem, w uliczce, stała całą rodzina i machała do nas. Bracia Józek i Antek pobiegli na stację kolejową, gdzie pomogli nam się rozładować. W domu było wielkie powitanie i wiele radości, że Bozia dała nam się wszystkim spotkać po tych wszystkich przejściach wojennych[9].

Pierwszą pracę podjął jako kierowca ciężarówki przy budowie zapory wodnej w Rożnowie. Po interwencji Służby Bezpieczeństwa szybko został jednak zwolniony jako element społecznie niepewny. W końcu spędził kilka lat na zachodzie w ustroju kapitalistycznym, mógł więc na przykład wysadzić w powietrze ten ważny strategicznie obiekt, jak sugerowała władza ludowa. 

Po wojnie żołnierze walczący na zachodzie byli prześladowani przez władze komunistyczne w Polsce. Uważano nas za szpiegów, mieliśmy problemy z zatrudnieniem. Często byliśmy przesłuchiwani i więzieni przez Służby Bezpieczeństwa. Spotkało to również mnie. Dopiero po roku 1981 weterani z frontów zachodnich i nie tylko, zostali zauważeni i docenieni[10].

Bibliografia:

Maczek S., Od podwody do czołga, Tow. Nauk. KUL 1990, Źródła i monografie.

Rękopis wspomnień Jana Brzeskiego, Brzeski Jan. Żołnierz Gen. Maczka.

Wańkowicz M., Od Stołpców po Kair, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1977, Wyd. 3.

Jan Brzeski – żołnierz generała Maczka, „Biuletyn Ryterski”.



[1] Jan Brzeski – żołnierz generała Maczka, „Biuletyn Ryterski”.

[2] Rękopis wspomnień Jana Brzeskiego, Brzeski Jan. Żołnierz Gen. Maczka.

[3] Ibid.

[4] M. Wańkowicz, Od Stołpców po Kair, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1977, Wyd. 3.

[5] Rękopis wspomnień Jana Brzeskiego, „Brzeski Jan. Żołnierz Gen. Maczka”, op. cit.

[6] Ibid.

[7] Ibid.

[8] Jan Brzeski – żołnierz generała Maczka..., op. cit.

[9] Rękopis wspomnień Jana Brzeskiego, „Brzeski Jan. Żołnierz Gen. Maczka”, op. cit.

[10] Jan Brzeski – żołnierz generała Maczka..., op. cit.