Biogram Karola Antoniewicza

Ur. 6 listopad 1807 Skwarzawie/ Lwowa zm. 14 listopad 1852 w Obrach woj. wielkopolskie

Postać księdza Karola Antoniewicza młodemu pokoleniu Polaków nie jest znana. Bardziej bliska jest osobom nieco starszym, które wychowywały się - wzrastały w swojej religijności i patriotyzmie - czytając poezję, kazania, drukowane listy tego kapłana, czy śpiewając religijne pieśni napisane przez niego. Mimo, że ksiądz Antoniewicz uczestniczył w organizowanych i prowadzonych misjach, swoistych rekolekcjach jakie odbywały się w parafiach, których mieszkańcy w roku 1846 uczestniczyli w rabacji, to przecież sam osobiście ze strony zrewoltowanych chłopów żadnej krzywdy nie doznał. Nie był nawet bezpośrednim obserwatorem tych wydarzeń. Nie brał udziału w zrywie patriotyczno - niepodległościowym w roku 1846. Nie uczestniczył w powstaniu chochołowskim, jak np. ksiądz Józef Kmietowicz. Natomiast wziął udział w powstaniu listopadowym, podobnie jak inni młodzieńcy ziemiańskiego pochodzenia z terenów Galicji. Fakt ten uznać należy jako przejaw patriotyzmu oraz głębokiego umiłowania Ojczyzny. Nie był współuczestnikiem organizacji spiskowych, czy członkiem towarzystw naukowych, społecznych, jak chociażby w Poznańskiem Piotr Wawrzyniak. Nie angażował się w działalność konspiracyjną, w prace niepodległościowe. Dlaczego tego właśnie kapłana obieramy sobie za bohatera i mówimy o nim jako o kimś ważnym dla sprawy odzyskania niepodległości przez Polskę? Powodów i to istotnych jest kilka.

Karol Bołoz Antoniewicz przyszedł na świat we Lwowie 6 listopada roku 1807, w rodzinie ormiańskiej pieczętującej się herbem szlacheckim. Rodzina ta znana była ze swej prawości i uczciwości, ze szlachetnego i godnego postępowania wobec bliźnich. Ojciec Józef był adwokatem pracującym w tym mieście, matka Józefa z Nikorowiczów odznaczała się wyjątkową religijnością, to ona zajęła się starannym wychowaniem dzieci. Oprócz syna posiadali państwo Antoniewiczowie dwie córki, jedna to Albina, druga najmłodsza z rodzeństwa otrzymała na chrzcie imię Katarzyna.

Początek wieku XIX nie był spokojnym czasem. Prawdopodobnie wypadki wojen napoleońskich skłoniły rodzinę Antoniewiczów do wyjazdu na kilku lat do Wiednia. Powodem tej decyzji były nie tylko względy bezpieczeństwa, ale także danie dzieciom możliwości poznania obcych krajów i szybkiego nauczenia się języków obcych. W tym przypadku były to język niemiecki jako obowiązujący w galicyjskiej administracji, szkolnictwie i sądach oraz język francuski, powszechnie używany w całej Europie. Karol biegle władał tymi językami do tego stopnia, iż w młodości swoje wiersze pisał po niemiecku. Zapewne po roku 1815 rodzina powróciła do Lwowa. W roku 1818 na skutek choroby Józef Antoniewicz, zrzekł się adwokatury i z całą rodziną przeniósł się do majątku żony położonego w miejscowości Skwarzawy koło Złoczowa.

Pobyt na wsi dla młodego Karola miał bardzo pozytywne skutki. Początkowo naukę pobierał w domu, uczył go zatrudniony przez rodziców domowy nauczyciel. Na wychowanie swoich dzieci znaczący wpływ miała ich matka. Wpoiła im z jednej strony miłość do Boga, a ponadto nauczyła je cenić przyrodę, czerpać z niej spokój, radość życia, ale też zachęciła do wyrabiania w sobie takich cech charakteru jak: odpowiedzialność, prawdomówność, wdrożyła do systematycznej pracy, a co ważne, zachęciła do kultywowania i praktykowania, postaw patriotycznych i prospołecznych. Religijność jaką Karol wyniósł z domu była dojrzała i pogłębiona, pomogła mu w osiągnięciu wewnętrznego ładu moralnego, zaś wrażliwość na piękno przyrody, jej harmonię uformowały go jako człowieka stabilnego emocjonalnie, twardego, przygotowanego na przeciwności losu, a ten mu ich nie szczędził.

Pierwszą życiową tragedią, z jaką się zmierzył była śmierć ojca w roku 1823, kiedy Karol miał zaledwie 16 lat. Jak wyznał „od tego dnia przestałem się śmiać, spoważniałem posmutniałem”. Matka widząc, iż na ten stres i wstrząs, jaki przeżywał po śmierci rodzica, ozdrowieńczy wpływ ma otoczenie, przyroda i wiejski krajobraz, zachęcała go do stałego zaangażowania się w gospodarowanie rodzinnym majątkiem.

W roku 1824, w jesiennym semestrze Karol został przyjęty na wydział prawa Uniwersytetu Lwowskiego. Szybko okazało się, że kontynuacja drogi zawodowej ojca, nie będzie łatwa. Wykłady okazały się dla niego nieciekawe, a zajęcia w bibliotekach i czytelniach nie absorbowały uwagi w stopniu zadawalającym. Młody Karol więcej czasu poświęcał zajęciom przy komponowaniu nowych utworów i doskonaleniu gry na fortepianie, nauce języków obcych, pisaniu wierszy i regularnie odbywanym wycieczkom krajoznawczym wokół Lwowa, niż studiom prawniczym. Mimo wewnętrznych oporów i osłabionej motywacji ukończył je w roku 1827 z bardzo dobrym wynikiem.

Za namową matki po zakończonej edukacji powtórnie wyjechał do Wiednia. Czynnie uczestniczył w życiu politycznym i kulturalno - literackim tego miasta. W czasie tego pobytu poznał znaną powieściopisarkę Karolinę Pichler. W dowód uznania i literackiego podziwu dedykował jej zbiór własnych sonetów. Kolejną znaną i ważną postacią, z którą Karol Antoniewicz wszedł w bliższe relacje, jakby odnajdując w losach tego greckiego wygnańca bratnią patriotyczną duszę, był Aleksander Ipsilantis (Ypsylanti). Był on bohaterem niepodległościowych walk w Grecji i przywódcą antytureckiego postania w Rumunii. Kiedy przebywając już w domu rodzinnym Karol otrzymał wiadomość o śmierci tego potomka hospodara Mołdawskiego, która nastąpiła w Wiedniu 1828 r. napisał żałobną elegię „Na skon Ypsylantego” .

Tuż po powrocie z Wiednia, wraz ze swoim bliskim kuzynem Mikołajem odbył podróż na Multany, do dziadka mieszkającego w posiadłości Bosańcza. Obserwowane w czasie podróży wyjątkowo urokliwe krajobrazy, zjawiska przyrodnicze, podziwiana flora i fauna krain, przez które wiodła droga podróży, dostarczyły tak mocnych i wyrazistych wrażeń, odczuć i przemyśleń, iż po zakończeniu tej wyprawy powstał tomik wierszy „Reiselieder”. W wierszach tych, jak i kolejnych, które napisał: „Motyl”, „Die Frage” i innych ulegał nadmiernej romantycznej egzaltacji, z dużą siłą eksponując nastrój melancholijno – romantyczny. Jednak z ich analizy wynika, że obrazują one walkę i wewnętrzne napięcia poety. Z jednej strony postrzega Karol opisywany świat jako piękny, kolorowy, zachwycający w swej różnorodności, wabiący swą zmysłowością, w którym pełno zaproszeń do zakosztowania zmysłowych uciech, do spełnienia się w tej iluzorycznej pełni życia. Z drugiej uświadamia sobie, że jest to właściwie pozór, ułuda, iluzoryczność i marność. Ten okres burz, napięć i zapewne wewnętrznych sporów oraz dywagacji mija około roku 1829. W wydanym wtedy po niemiecku zbiorze wierszy, nie znajdujemy tych napięć i emocjonalnego rozchwiania. Dominuje w nich jedynie zachwyt nad obserwowanymi przez autora wierszy, cudami przyrody Pokucia, bożymi dziełami, jak pisze, które dozwolono mu kontemplować. Dla poznania drogi życiowej naszego bohatera jest to okres bardzo ważny. Dowodzi faktu nie tyle wrażliwości Karola, ale również i tego, że własną drogę życiową, podobnie jak wielu innych prawych młodzieńców tamtych czasów, budował w oparciu o świadomy wybór, o filozoficzno - etyczne refleksje o studia, poparte religijnymi uwagami i naukami jego matki. Własny charakter, który wtedy kształtował i budował na ugruntowanych, świadomie formułowanych celach i zadaniach, jakie stawiał przed sobą, stał się trwałym fundamentem późniejszych jego postaw i zachowań, które budziły szacunek i uznanie u postronnych osób szukających pocieszenia, wsparcia i uznania u Karola Antoniewicza.

Kiedy w Królestwie Polskim wybuchło powstanie roku w 1830, nie tylko gnany pragnieniem przeżycia przygody, doświadczenia sławy bohatera narodowego, czy poczuciem odpowiedzialności za los Ojczyzny, ale przede wszystkim głęboką do niej miłością, zgłosił akces wstąpienia do oddziałów żołnierzy walczących z carskim zaborcą. Po uzyskaniu zgody matki i udzielonym przez nią błogosławieństwie wyjeżdża i oddaje się pod komendę Józefa Dwernickiego. Niestety wyprawa dywersyjna tego dowódcy na Podole i Wołyń kończy się kompletnym niepowodzeniem. Garstka żołnierzy polskich wraz Karolem Antoniewiczem przeszła galicyjską granicę, zaś po aresztowaniu przez Austriaków gen. J. Dwernickiego 27 kwietnia oddział został rozwiązany.

Po powrocie do domu, z obawy przed aresztowaniem, Karol wyjechał do Wiednia i dalej do Wenecji - zwiedzał Italię.

W roku 1932 jako 25 - letni mężczyzna Karol Antoniewicz wstępuje w związek małżeński ze swoją kuzynką Zofią Nikorowiczówną. Pokrewieństwo między nowożeńcami było na tyle bliskie, iż konieczne było udzielenie zgody na ślub władz kościelnych. Małżeństwo, na które obydwoje wyrazili zgodę wypowiadając przed ołtarzem sakramentalne „tak”, dopełniło się po to, aby Zofia nie weszła w związek małżeński z człowiekiem którego nie kochała i nie darzyła szacunkiem. Wszystko to nie oznacza, że małżonkowie byli nieszczęśliwi, że nie stanowili zgodnej kochającej się pary. W swojej małżonce Karol znalazł wierną towarzyszkę życia, osobę uczciwą, zawsze chętną do poświęceń, niosącą pomoc i wsparcie w chwilach trudnych. Żona w pełni rozumiała i akceptowała postawy męża, dlatego w obcowaniu z nią doświadczył spokoju i stabilności. Zofia w ciągu siedmiu lat trwania tego związku zapewne mało doświadczyła radości i bo jak pisał o niej: „Życie jej było ciche, łagodne, ukryte. Od kolebki do grobu krótką, ale bolesną przebiegła drogę, miłość Boża nigdy od niej nie odstąpiła , bo nie przy niej była, ale w niej była. Jak kwiatuszek polny u stóp krzyża zakwitła, zwiędła i opadła”. Urodziła Karolowi pięcioro dzieci, ale żadne z nich jej nie przeżyło. Ostatnie z dzieci - syn, z którym tyle nadziei wiązał, tyle ciekawych wobec niego śnił i roił planów, tak dużo wobec tego dziecka pokładał zamiarów, zmarł we Lwowie. Wtedy pisał do jednej ze swych kuzynek: „ Byliśmy podówczas sami! Zosi Bóg wystarczył, ona żadnej ludzkiej pociechy nie potrzebowała, bo wierz, że najlepiej wtenczas pocieszać umiała, gdy ją najwięcej bolało. Ale ja byłem tak słaby, tak biedny, tak nędzny”.

Pragnąc uciszyć ból po stracie dzieci, Zofia i Karol Antoniewiczowie oddali się pracy społecznej. We dworze wygospodarowane zostały sale na klasy lekcyjne dla wiejskich dzieci. Obydwoje małżonkowie uczyli je pisania, czytania, rachunków, katechizmu. Dziewczynki Zofia przysposabiała do prac domowych, uczyła gotowania, szycia, robienia zapasów na zimę. W innym pomieszczeniu, suchym, schludnym umieszczono osoby chore, stare, wymagające opieki i pomocy. Karol dla tych starszych schorowanych ludzi często grał na fortepianie i śpiewał układane prze siebie, lub zasłyszane piosenki. Kiedy wyjeżdżali do Lwowa większość czasu spędzali w szpitalu Sióstr Miłosierdzia lub przyległej do niego kaplicy. Małżonkowie zaprzyjaźnili się wtedy z księdzem jezuitą Fryderykiem Rinnem, człowiekiem o artystycznej duszy, malarzem. Rozmowy z nim i dyskusje z żoną podobnie jak dawniej z matką, spowodowały wewnętrzną przemianę Karola. Tak to opisał „Świat stawał mi się obojętniejszym, samotność miała więcej powabu, szukałem pociechy w modlitwie i Bóg mi wystarczył (….) Kochałem ludzi, ale nie dla siebie, ale dla nich szukałem ich w cierpieniu, unikałem w zabawie, Bóg mi wystarczał! Jedno i toż samo uczucie rozwijało się sercu Zosi, dopiero od tej chwili we wszystkim i zupełnie mogliśmy się zrozumieć”. Ta wewnętrzna przemiana skutkowała świadomie i dobrowolnie złożonym ślubem pożycia małżeńskiego w czystości.

Niestety śmierć dzieci to nie jedyny cios, jaki spotkał Karola Antoniewicza w życiu. W końcówce roku 1838 małżonka zapadła na nieuleczalną wtedy chorobę, jaką była gruźlica płuc. Karol wszystkie chwile poświecił żonie, pielęgnował ją, jak mógł starał się ulżyć w cierpieniu. Gdy z ust jego wyrwała się jakaś nieopaczna skarga, słyszał od żony łagodne upomnienie, iż głośno tylko należy Bogu dziękować, zaś cierpieć to tylko cicho! Żona zmarła 27 lipca 1839 roku. Odeszła osoba, która obok matki, miała wyjątkowo pozytywny wpływ na całe emocjonalne życie poety. Wartości i postawy życiowe, jakie ukształtował dzięki tym kobietom, powodowały, że nie załamał się pod wpływem tych tragicznych zdarzeń. Na dalsze życiowe decyzje oddziaływało także grono przyjaciół, do którego należeli wspomniany ks. Rinn oraz arcybiskup Stefanowicz. Po pogrzebie żony i po ostatnim widzeniu się z matką, która przebywała w klasztorze ormiańskich Bazylianek, wyjechał do Skwarzawy, aby jak wspominał, pożegnać dwór oraz wiejską społeczność i spojrzeć na groby ojca i dzieci.

W dniu 9 września 1989 r. zabrawszy co bardziej wartościowe i cenniejsze książki z dworskiej biblioteki, Karol przybył do nowicjatu do Starej Wsi, tam gdzie przygotowywali się do zakonnej posługi przyszli ojcowie Jezuici. Po dwuletnim tam pobycie 12 września 1841r. złożył u stóp ołtarza tego kościoła śluby wieczyste i wyjechał na dalsze studia filozoficzne do Tarnopola. W Tarnopolu Karol Antoniewicz zapoznał się z zasadami i sposobami pracy duszpasterskiej i misyjnej. Nabył wiele umiejętności praktycznych dotyczących homiletyki, czyli sposobów wygłaszania kazań. Po ukończeniu studiów skierowany został celem pogłębienia nauki w zakresie teologii do Nowego Sącza. W tej parafii rozpoczął pracę kapłańską i misjonarską. Już na pierwszym roku, jako że znakomicie władał językiem niemieckim, wygłaszał dla młodzieży gimnazjalnej w tym języku egzorty, czyli krótkie kazania, napomnienia, często głoszone także na pogrzebach, czy przy innych ważnych uroczystościach. Z czasem podjął się głoszenia tych egzort w języku polskim, by przejść do prowadzenia katechezy dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Do tych zadań przygotowywał się bardzo starannie. Kazania pisał, następnie uczył się ich głoszenia z pamięci. Praca ta była bardzo wyczerpująca i zajmowała wiele godzin, niemniej uczyniła z Antoniewicza duszpasterza, mistrzowsko władającego słowem mówionym i pisanym. Nie zaprzestał także pisania wierszy i układania religijnych, nabożnych pieśni. Po dwu latach studiów teologicznych odbytych we Lwowie, w roku 1844 ojciec Karol Antoniewicz otrzymał wyższe święcenia kapłańskie i 10 października odprawił pierwszą, prymicyjną Mszę Świętą.

W połowie XIX wieku na terenie Galicji nie można było głosić misyjnych kazań i przeprowadzać rekolekcji, bez uprzednio wydanej przez odpowiednie urzędy zgody. Kazania, jakie głosili księża były raczej martwymi ocenzurowanymi pouczeniami i daleko im było do rozpalających serca Bożych Słów. Karol Antoniewicz trafnie zauważył, że dwie są wady i niemożności, które degradują to społeczeństwo, czyniąc go biernym, bezwolnym wobec wszelkiego zła. Pierwszą bolączką jest niski stan oświaty, a co za tym szło, samoświadomość społeczeństwa również nie była zadowalająca. Drugą to pijaństwo, którego skutkiem była powszechna bieda i ubóstwo. Na ten beznadziejny stan nakładł się brak jakiejkolwiek opieki nad najbiedniejszą i najbardziej bezradną warstwą sądeckiego społeczeństwa.

Ksiądz Antoniewicz jako znakomity i wnikliwy obserwator tych patologicznych uwarunkowań dał się poznać już w momencie kiedy głosił kazania dla młodzieży gimnazjalnej w Nowym Sączu. Piętnował w tych homiliach, egzortach, lenistwo, powierzchowność praktyk religijnych, niechęć do podejmowania pracy na rzecz drugiego człowieka. Kiedy zatem podjął się pracy misyjnej w sądeckich parafiach, pierwszym celem, jaki postawił sobie i tym, do których kierował słowo Boże, było zarwanie z nałogiem pijaństwa.

Jasność artykułowania myśli, klarowny i przejrzysty tok wypowiedzi, znakomity kontakt z tymi, do których się zwracał, trafność użytych przykładów, swada, pasja i zaangażowanie z jakim prowadził kazania odnosiły zamierzone efekty. Po zakończonych rekolekcjach, po odbytej spowiedzi, mężczyźni nagminnie zgłaszali się do przystąpienia do bractw trzeźwości i podjęcia uroczystego przyrzeczenia o całkowitej abstynencji. Był to ogromny sukces tego kapłana, ale i dobrze wykonana praca misyjna.

Warto też dodać, że w roku 1845 Sądecczyznę nawiedziła ogromna powódź. Klęska ta całkowicie pozbawiła wiele rodzin dorobku życia. I znowu ksiądz Antoniewicz swoimi kazaniami potrafił obudzić w sercach Sądeczan altruizm, współczucie i pragnienie niesienia pomocy poszkodowanym. Swoją żarliwością porywał mieszkańców Sącza, skłaniał do ofiarnych działań. Zaś darem przekonywania i budzenia współczucia w sercach Sądecczan sprawił, że dzielili się żywnością, ubraniem, pieniędzmi, podejmowali opiekę nad tragicznie doświadczonymi mieszkańcami okolicznych wsi.

Dotychczasowe dokonania oraz postawy, jakie zajmował w obliczu wyzwań i wszelakich życiowych problemów i cierpień, jakich doświadczał, skłaniają do postawienia wniosku, iż był osobowością, którą można stawiać za wzór, z życia której powinniśmy czerpać wzorce postępowań i zachowań. Nie tylko na tych dokonaniach kończą się sukcesy i wkład ks. Antoniewicza w tworzenie i budowanie społeczeństwa opartego o takie wartości jak prawość, uczciwość, poszanowanie cudzej godności.

Rok 1846 to data nie tylko wybuchu powstania krakowskiego zorganizowanego przez wyższe warstwy galicyjskiego społeczeństwa, ale przede wszystkim rok ten zapisał się w historii Polski tak zwaną rabacją chłopską. Buntem warstwy galicyjskiego społeczeństwa żyjącego na wsi, pozostawionego bez opieki, nieoświeconego, biednego, doznającego wielu krzywd, upokorzeń i niesprawiedliwości, która za namową austriackich urzędników, broń swoją (jaką były: widły, cepy, kosy) skierowała przeciw szlachcie, przeciw dworom i kościołom. Kiedy fala zdziczenia, niewyobrażalnych mordów i deprawacji opadła, ówczesny gubernator Galicji arcyksiążę Ferdynand d` Este powrót do normalności, do odnalezienia praw i zasad ludzkiego współżycia widział jedynie w odwołaniu się do religii. Arcyksiążę zdawał sobie aż nadto sprawę, że dzieła tego mogą dokonać tylko Jezuici znakomicie przygotowani latami studiów i działalnością kaznodziejską. Gubernator Galicji poprosił prowincjała jezuitów ojca Jakuba Pierlinga, aby posłał najbardziej doświadczonych misjonarzy do głoszenia kazań, spowiadania i uspokojenia wzburzonych serc i umysłów.

Do tego zadania został wyznaczony ks. Antoniewicz i jego współtowarzysz ks. Ignacy Skrocki. Wyruszyli z Nowego Sącza na wiosnę w kwietniu 1846 roku. Droga ich wiodła do: Bobowej, Bruśnika, Brzan, Brzeźnicy, Ciężkowic, Gromnika, Korzennej, Lipnicy, Nagoszyna, Podola, Rożnowa, Staniątek, Tropia, Wiewiórki i Wilczysk. Misje trwały w każdej z tych miejscowości przeciętnie osiem dni, ale z uzasadnionych przyczyn były czasami wydłużane. Misje te i spotkania kapłanów z lokalną społecznością często miały dramatyczny przebieg, ocierający się o groźby, pokrzykiwania, a nawet użycie siły ze strony tych, do których były głoszone. Z tej ogromnej i wyczerpującej pracy misjonarskiej trwającej sześć miesięcy, a którą kapłani prowadzili w obwodach: bocheńskim, tarnowskim i sądeckim, zachowały się relacje ks. Antoniewicza starannie spisane i wydane Wspomnienia misyjne z roku 1846, Poznań 1849. Zawsze kończyły się one sukcesem, bo za taki można uznać z jednej strony akt skruchy i ekspiacji jaki wyrażali słuchacze tych porywających kazań. Kulminacją tych nabożeństw, napomnień, pouczeń i zachęt do przemiany serc i umysłów były licznie odbywane spowiedzi święte, dawane świadectwa nawróceń, radykalne zmiany życiowych postaw. Z drugiej strony o powodzeniu tych misji i duszpasterskiej pracy świadczą też liczne zaproszenia do innych parafii, wsi, miasteczek, folwarków gmin, szlacheckich dworów. Jak wspomina ks. Antoniewicz, nie tylko nie mogli ze względu na czas, sprostać tym zaproszeniom, ale marszruta została im już z góry narzucona przez władze cyrkułów i musieli jej bezwzględnie przestrzegać. Fakt ten dowodzi, iż zasięg oddziaływania i znaczenie ich kaznodziejskich sukcesów był duży i nie sprowadzał się tylko do tych miejsc i obszarów, w których przebywali kapłani, ale żywym echem rozchodził się na ościenne parafie, gminy, sołectwa.

Z całą mocą należy zaznaczyć, że ta tytaniczna praca, jaką ks. Antoniewicz wykonał w czasie trwania odbywanych misji, a była pełna wyrzeczeń i poświęceń, zarówno pod względem organizacyjnym, fizycznym jak i intelektualno – psychologicznym, okazała się być bardzo skuteczna i przyniosła stukrotny plon. Celem tej pracy była walka o zbawienie dusz osób, które przeszły przez piekło rabacji - włościan, chłopów, zatem tych którzy dopuścili się okropności. Ks. misjonarz nie zapomniał i tych którzy owych strasznych zbrodni doświadczyli, którzy musieli znaleźć w swych sercach przebaczenie dla krzywdzicieli. Walka o duszę rabanta…, taki piękny i pouczający tytuł nadała swojemu artykułowi Agata Tobiasz, który zamieszony został w XLIV tomie Rocznika Sądeckiego. Walka o zbawienie duszy to cel nadrzędny dla każdego księdza i misjonarza. To zbawienie można osiągnąć nie tylko poprzez uznanie swoich win i postanowienie poprawy, ale przede wszystkim przez życie zgodne z wartościami, które budują i tworzą wspólnotę opartą na empatii, zrozumieniu potrzeb drugiego człowieka. Jednak najważniejszym jest wybaczenie innym krzywd których się doświadczyło.

Dzięki znakomicie prowadzonym przez tego kapłana misjom, rabantom, sprawcom tylu cierpień i niewyobrażalnych krzywd została zwrócona ludzka godność, mogli powrócić do społeczności, jako równoprawni jej członkowie. Istotą rekolekcji było to, aby tych którzy zawinili nie skazywać na wieczną moralną i społeczną banicję, potępienie i napiętnowanie. Celem było zwrócenie tych ludzi społeczeństwu, aby zechcieli podjąć się zarówno oni, a później ich potomkowie pracy na rzecz lokalnego środowiska. I tak się właściwie stało. Następne pokolenie to aktywni członkowie ruchu ludowego, członkowie towarzystw gimnastycznych, sokolskich, rolniczych, to przyszli księża, nauczyciele, lekarze, żołnierze – legioniści. Rekolekcje to przebudowa świadomości tych ludzi, to uwolnienie ich od uzależnień, zapiekłej złości, frustracji. Misje te, to wlanie w serca i umysły mieszkańców trzech cyrkułów wiary, że można, a nawet trzeba się zmienić po to, by żyć lepiej, godniej, efektywniej, żyć jako ludzie wolni. Misje, owe swoiste narodowe rekolekcje, jakie odprawił ks. Karol Antoniewicz zapewniły mu ogromną popularność i nieśmiertelną wdzięczność polskiego społeczeństwa. Dowiodły jego niebywałych zdolności oratorskich, wielkiej odwagi w głoszeniu słowa bożego oraz psychologicznego wyczucia i ogromnych możliwości wpływania sugestywnym słowem na psychikę słuchaczy, przemieniania ich życia na lepsze.

Po zakończonych misjach, które okazały się być bardzo wyczerpujące tak pod względem emocjonalnym jak i fizycznym, stan jego zdrowia był tak bardzo nadszarpnięty, iż władze zakonne skierowały księdza Karola na kurację wodno – żętycową do Pasiecznej. Po jej ukończeniu powrócił na dalsze studia do Tarnopola, na tak zwaną „trzecią probację” i został skierowany na trzydziestodniowe rekolekcję. Nadal głosił porywające kazania i aktywnie prowadził działalność kaznodziejsko – misyjną.

W chwili kiedy można byłoby oczekiwać ze strony władz austriackiej, cesarstwo – królewskiej administracji, przejawów wdzięczności, kiedy to na zgromadzenie zakonne Jezuitów winno spaść wiele podziękowań i gratulacji za uspokojenie sytuacji, zaprowadzenie normalności, przychodzi nieoczekiwana i niezrozumiała decyzja. 7 maja 1848 roku ukazuje się rozporządzenie o rozproszeniu, rozwiązaniu zgromadzeń zakonnych Jezuitów i Redemptorystów. To postanowienie było także krzywdzące dla ks. Antoniewicza. Przyjął je jako osobisty cios. Zostało mu odebrane nie tylko jego mieszkanie, dom, zlikwidowana wspólnota współbraci, która zawsze go podtrzymywała i wspierała w jego tak zbożnych oraz potrzebnych pracach i działalności, ale ograniczono jego aktywność, utrudniono mu służenie społeczeństwu. Od tego momentu niemal do końca jego życia przyjdzie mu wieść tułaczy żywot.

Peregrynuje po wielu miejscach w zaborze austriackim, wyjeżdża do zaboru pruskiego, głosi kazania, naucza i znajduje przychylne przyjęcie w klasztorach i kościołach nawet w Austrii i Bawarii. Swój tułaczy los związał początkowo ze Stanisławowem, Lwowem, następnie przenosi się do Tarnowa, wyjeżdża do Grafenbergu. Natomiast jak zapisał we wspomnieniach, szczególnym uczuciem obdarzył Stary Sącz, odwiedził go pozostając w tym miasteczku na dłuższym pobycie.

Z czasów, kiedy zgromadzenie zostało rozwiązane a ks. Antoniewicz zmuszony okolicznościami przyjął tułaczy los, mając mniej obowiązków, oddał się pracy publicystycznej. Z tego okresu pochodzą publikacje, po które sięgała ogromna rzesza czytelników. Jedną z nich jest książka, która napisana została aby pocieszyć strapione serce matki, Jadwig Sapieżyny, po wcześnie zmarłym synu. Książeczka ta jest zbiorem listów, jakie duchowny pisał do strapionej matki i nosi tytuł „Poselstwo Anioła w niebie do matki na ziemi”. Zaraz po jej ukazaniu się została przetłumaczona na język francuski, co dowodzi jej poczytności. Ksiądz Antoniewicz wydał także „Listy w duchu Bożym do przyjaciół” i „Listy z zakonu”, prace które były pouczeniami, słowami pokrzepienia i podniesienia w wierze, stanowiły też zachętę do postąpienia w miłości wobec bliźniego. Te listy i pisma, były kierowane do znajomych, do osób potrzebujących wsparcia do tych, którzy prosili go o poradę, modlitwę, pociechę, czy dobre słowo.

Ostatnie dwa lata życia ks. Antoniewicza wypełnione były posługą duszpasterską, prowadzeniem misji i zajęciami publicystyczno - pisarskimi. Stale pozostawał w rozjazdach. W odwiedzanych miejscach, które nawiedzał nie mógł zatrzymać się na dłużej, ale zawsze tam gdzie był zapraszany, gdzie był potrzebny, prowadził rozliczne rekolekcje, głosił kazania.

W roku 1850 przybył do Krakowa, przypadek czy zrządzenie losu sprawił, że miasto 18 lipca nawiedził ogromny pożar który strawił 10% zabudowy miejskiej. Miasto poniosło niepowetowane straty w dziedzinie materialnej. Wiele dóbr kultury pochłonął żywioł. Ksiądz Antoniewicz oddał się do dyspozycji władz kościelnych - głosił kazania, spowiadał, pocieszał, przekonywał, wspierał mieszkańców, zachęcał do wzajemnej pomocy, do wytrwania. Na krótkie, własne rekolekcje udawał się do pobliskich Staniątek, gdzie żarliwie modlił się i szukał wsparcia oraz pomocy u Matki Bożej Bolesnej, otaczanej czcią w tamtejszym klasztorze sióstr benedyktynek. Następnie wyjechał na Śląsk: do Piekar, Woźnik, Mysłowic, Toszka, Tarnowskich Gór, Biskupic, Opola, Bytomia i innych. Odbywał również prace misyjne w Wielkopolsce. Rozpoczął od Krobi przez Krzywiń, później pojechał do Kościany, Czerwonej Wsi i Rydzyny. Zawsze spotykał się z życzliwym przyjęciem, zaś jego kaznodziejskie oddziaływanie jest ogromne i zbawcze dla tych którzy go słuchali.

W Wielkopolsce pracując przy chorych na cholerę, w chwili kiedy znalazł w Obrach wspólnotę współbraci, dom zakonny, przystań, miejsce stałego pobytu i klasztor którym mógł kierować, przyszła choroba i 14 listopada 1852 roku śmierć.

Te ostatnie dwa lata posługi misyjnej i działalność homiletyczna jest bardzo znacząca i ważna dla Wielkopolski i jeszcze większa dla mieszkańców Górnego Śląska. Słuchane kazania głoszone przez księdza, który jako żarliwy kapłan, wspaniały orator, posługujący się literackim, pięknym językiem polskim, przyciągały tłumy, skupiały uwagę i oddziaływały na wiernych najskuteczniej. Ks. Antoniewicz mówił przekonująco, prosto, ale zarazem tak, że w sercach budził się zapał do pracy nad sobą, rodziło się przekonanie do konieczności zmian. Wlewał w ludzkie serca patriotyzm, poczucie własnej godności, potrafił przekonać do altruistycznych postaw, zachowania umiaru i życia w trzeźwości. Dla podtrzymania polskości tych ziem i budzenia pro polskich, patriotycznych postaw obywateli miało to ogromne znaczenie.

 

Bibliografia

Bibliografia literatury polskiej. Nowy Korbut. T. 7, s.119 -121.

Mikuła Jan, Antoniewicz Karol, W: Polski Słownik Biograficzny. T.1, Kraków 1935s. 139

Badeni Jan, Ks. Antoniewicz. Przegląd Powszechny. 40-50 (1893 – 1896) Kraków 1896

Stach Piotr, Misje jezuitów w diecezji tarnowskiej, 1846 – 1964. Ateneum Kapłańskie 45.

Ziejka Franciszek, Poeci, misjonarze, uczeni. Z dziejów kultury i literatury polskiej. Kraków 1998.

Marek Ingot SJ, Karol Antoniewicz. Kraków 2001

Agata Tobiasz, Walka o duszę rabanta. Wspomnienia Karola Bołoza Antoniewicza o misjach z roku 1846.Rocznik Sądecki, T. XLIV, Nowy Sącz 2016, s.149 - 172.


Inne artykuły

zdj bohaterzy2

Projekt

„Śladem sądeckich społeczników

w drodze do niepodległej"

dofinansowany jest ze środków

Programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich”

 

 FIO logo

 

Projekt organizowany przez
Fundację Centrum Edukacji Mobilnej

logo Fundacja Centrum Edukacji Mobilnej

  

Projekt "Ślady bohaterów"

dofinansowano ze środków

Muzeum Historii Polski w Warszawie

w ramach Programu „Patriotyzm Jutra”
 

czarny kwadrat oficjalny pomn

 

PJ RGB pomn