W trakcie gry terenowej towarzyszącej projektowi „Śladem sądeckich społeczników…” spotkaliśmy się z panem Andrzejem Szkaradkiem, współtwórcą sądeckiej Solidarności, który przybliżył młodzieży początek organizowania jej struktur, represje stanu wojennego i późniejszą działalność. W kontekście zbieranych przez uczestników informacji o patriotycznej działalności wybranych księży Jezuitów, zapytaliśmy o rolę jaką odegrali w latach 80. Wizyta stała się również okazją do wspomnienia postaci śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który właśnie w siedzibie "Solidarności" miał swoje biuro parlamentarne, jako poseł Porozumienia Centrum z Sądecczyzny w latach 1999-2002.

 

Na początku chcieliśmy poprosić o przybliżenie początków działania Solidarności. Jak to wszystko się zaczęło?

Bardzo ważnym elementem funkcjonowania każdego państwa, jego podmiotowości, jest znajomość historii, stąd w telegraficznym skrócie przybliżę najważniejsze fakty, które was wprowadzą nieco w tematykę Solidarności.

Po II wojnie światowej, sowieci tzw. nasi wyzwoliciele, nie wyszli z Polski. Opuścili ją dopiero w 1993 roku, za prezydentury Lecha Wałęsy.

Tak jak Polacy w trakcie wojny nie mogli pogodzić się z okupacja niemiecką – nie poszli z nimi na współpracę, walczyli do końca, czego przykładem może być tragicznie zakończone powstanie warszawskie - tak po wojnie, nie pogodziliśmy się nigdy z wpływami sowietów i obecnością ich wojska w Polsce.

Od samego początku tworzyły się ruchy wolnościowe. Wspomnieć trzeba ostatniego żołnierza wyklętego Józefa Franczaka ps. „Lalek”, który zginął w 1963 r. w obławie pod Lublinem.

W 1956 r wystąpili robotnicy Poznania z hasłem walki o godne życie, a w 1970 na wybrzeżu w Gdyni, Gdańsku, Szczecinie, Elblągu. Już za Gierka w 1976 r. doszło do wystąpień robotniczych m.in. w Ursusie i Radomiu, spowodowanych wysokimi podwyżkami cen żywności. W naszym regionie - o czym rzadziej się mówi – w 1976 r. protestowali przeciwko polityce władz pracownicy Nowotarskich Zakładach Przemysłu Skórzanego. W ciągu 3 dni zwolniono z zakładu prawie 200 osób, które miały później trudności z znalezieniem pracy.

I dotarliśmy do roku 1980. Co się wtedy wydarzyło?

W końcu przyszedł rok 1980. W związku z rożnymi podwyżkami i brakiem godnych warunków życia rozpoczęły się strajki w całej Polsce.

Wydarzenia te zbiegły się z przygotowaniami do olimpiady w Moskwie, w kosztach której musieliśmy partycypować m.in. poprzez dostawę żywności dla sportowców, której przecież u nas brakowało. Już w lipcu kraj obiegła informacja, że kolejarze w Lublinie przyspawali do torów pociąg z wiezionym do Związku Radzieckiego towarem. Tak na marginesie, to złoty medal w skoku o tyczce zdobył wtedy Władysław Kozakiewicz, który przeszedł do historii nie tylko ze względu na medal, ale słynny „gest Kozakiewicza”, który pokazał wygwizdującym go radzieckim kibicom.

Sytuacja strajkowa w Polsce zmusiła władze do zawarcia tzw. porozumień sierpniowych, podpisanych 30 sierpnia w Szczecinie i 31 w Gdańsku. Władza zgodziła się na utworzenie „niezależnych, samorządnych związków zawodowych”. Cieszyliśmy się z tego, ale znaliśmy już tę represyjną władzę ludową i wiedzieliśmy, że ta wolność długo trwać nie będzie. I rzeczywiście w sierpniu 1980 podpisali porozumienia, a 13 grudnia 1981r. wprowadzono stan wojenny, całkowicie paraliżując kraj. W samych pierwszych tygodniach zamknięto do więzień około 6 tys. działaczy. W większości niewyjaśnionych do dziś okolicznościach, zginęło w stanie wojennym ponad 100 osób.

Stan wojenny trwał do 22 lipca 1983 r., choć praktycznie jeszcze do 1990 r. – roku pierwszych wolnych wyborów samorządowych - służba bezpieczeństwa zbierała informacje na temat ludzi „Solidarności”. Ostatnim więźniem politycznym PRL-u, był związany z słynną piosenkarka Haliną Frąckowiak, Józef Szaniawski. Aresztowano go w 1985 r., a z więzienia wyszedł dopiero w 1989 r.

Wracając do daty zakończenia stanu wojennego – 22 lipca, nie była ona przypadkowa. Jak sowieci w 1944 roku wkraczali do Polski, to właśnie 22 lipca powołali swój organ polityczny – PKWN. Perfidią władzy komunistycznej było to, że stan wojenny zakończono w tą ważną dla nich rocznicę, której my jako opozycja nie uznawaliśmy.

Dziś - 13 grudnia – mamy z kolei rocznicę ważną dla wszystkich Polaków, a przede wszystkim represjonowanych działaczy Solidarności?

Tak, obchodzimy 37. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. Od lat spotykamy się w tym dniu w kościele na Millenium. Uzyskanie zgody na budowę tego kościoła było jednym z postulatów strajkujących w 1980 r. pracowników WPK.

Jakie represje dotknęły pana w tamtym czasie?

Z terenu Sądecczyzny internowano wtedy 26 osób, ale przez cały ten okres z naszego terenu przez więzienia przeszło ponad 50 osób.

Mnie zamknęli już 13 grudnia, po roku wyszedłem, ale w 1984 r. ponownie mnie internowali, a wypuścili właśnie znowu z powodu amnestii na 22 lipca, co traktowaliśmy jako dodatkowe upokorzenie (śmiech).

Najcięższe chwile związane z internowaniem wynikały z braku kontaktu z rodziną. Gdy zamknięto mnie w 1984 r., nie miałem z nimi żadnego kontaktu. To było takie znęcanie psychiczne. Nie docierały do mnie listy, nie dostawałem pozwolenia na paczkę. Nie wiedziałem czy żona wyszła z więzienia, co się dzieje z dziećmi. Dopiero jak mnie wypuszczali z okazji wspomnianej amnestii, to wręczono mi cały plik listów od rodziny, które do mnie nie dotarły. Jak wracałem do domu, to po drodze te listy czytałem.

Sam pobyt w więzieniu nie był natomiast tragiczny. Narodziło się w tamtym czasie wiele przyjaźni, a nawet małżeństw. Największy błąd jaki komuniści zrobili, polegał na tym, że pozamykali nas w jednych dużych więzieniach. Tam się poznawaliśmy i po wyjściu nawiązywaliśmy kontakty, wymienialiśmy informacje. Ludzie sobie też wtedy bardzo pomagali. Jak zostaliśmy z żoną zamknięci, to jedną córką opiekowała się teściowa, a drugą nauczycielka ze Szkoły Podstawowej nr 7. Również koledzy z zakładu pracy robili różne składki, by było za co żyć.

Jesteście młodzi, to warto zaznaczyć, że nawet uczniowie szkół demonstrowali nieposłuszeństwo wobec władzy, sprzeciw wobec wprowadzenia stanu wojennego. W Szkole Podstawowej nr 7 było popiersie czczonego przez komunistów Lenina, które młodzież wyniosła z klasy na śmietnik. Uczniowie byli potem przesłuchiwani, a nauczyciele mieli problemy, że ich nie dopilnowali.

Ponadto młodzież roznosiła ulotki, wymyślała różne hasła. Jednym z nich, które lubiano wypisywać na murach było „znajdzie się pała na dupę generała”. Także obok tych smutnych, są i takie zabawne sytuacje.

W naszym projekcie kilkakrotnie zetknęliśmy się z patriotycznymi działaniami Jezuitów. Jaką rolę w tamtym czasie odegrali sądeccy Jezuici i inni księża?

Kościół był wtedy oazą wolności. Spotykaliśmy się na plebaniach, skąd organizowano pomoc dla siedzących w więzieniach, zwolnionych z pracy i ich rodzin. Ważnym miejscem był kościół kolejowy, gdzie tworzyliśmy Duszpasterstwo Ludzi Pracy, braliśmy czynny udział w Mszach za Ojczyznę. Księża odwiedzali również internowanych. U jezuitów na Ducha, jak i w kościele kolejowym byli wspaniali kapłani m.in. Kazimierz Ptaszkowski, Stanisław Majcher, Adam Wiktor. Wspomnieć też trzeba proboszcza z parafii św. Małgorzaty Stanisława Lisowskiego.

Sytuacja zaczęła zmieniać się dopiero po 1989 roku…

W 1989 r. doszło do porozumień „okrągłego stołu”, gdzie ustalono że będą wybory wolne na 35 procent do sejmu i całkowicie wolne do senatu. Wybory odbyły się 4 czerwca, gdzie na 100 miejsc w senacie, opozycja czyli Solidarność, zdobyła 99 mandatów. Było to szokiem dla komunistów.

Gościmy w sali upamiętniającej postać Lecha Kaczyńskiego. Jakie były jego związki z Sądecczyzną?

Lech Kaczyński został związany Ziemią Sądecką poprzez to, że zaproponowaliśmy mu jako jednemu z głównych działaczy opozycji, aby w wyborach 1991 r. startował z Nowego Sącza. I tak się stało - został posłem Ziemi Sądeckiej. Lech Kaczyński działał wcześniej w opozycji antykomunistycznej i był doktorem z prawa pracy. Jak zwalniano ludzi za działalność opozycyjną, to był jednym z nielicznych, którzy ich bronili. Ponadto jeździł po całej Polsce i robił nam szkolenia w jaki sposób robotnicy mogą bronić się przed ówczesną władzą, szczególnie Służbą Bezpieczeństwa.

To była taka osoba, która miała wizję funkcjonowania państwa w Europie i na świecie, która dbała o ludzi prostych, zwykłych, uczciwych. I tu w tej sali mamy zdjęcia Lecha Kaczyńskiego na Ziemi Sądeckiej z kampanii parlamentarnej. Dalsze plansze dokumentują jego wizytę już jako prezydenta, odwiedzającego Nowy i Stary Sącz. I wreszcie plansza z wręczenia mu honorowego obywatelstwa miasta Nowego Sącza w 2009 roku.

Dziękujemy za rozmowę


zdj bohaterzy2

Projekt

„Śladem sądeckich społeczników

w drodze do niepodległej"

dofinansowany jest ze środków

Programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich”

 

 FIO logo

 

Projekt organizowany przez
Fundację Centrum Edukacji Mobilnej

logo Fundacja Centrum Edukacji Mobilnej

  

Projekt "Ślady bohaterów"

dofinansowano ze środków

Muzeum Historii Polski w Warszawie

w ramach Programu „Patriotyzm Jutra”
 

czarny kwadrat oficjalny pomn

 

PJ RGB pomn